niedziela, 5 lutego 2012

Commando i znak Parasola

  Warszawa. 1 luty 1944 r. Godzina 9:09 "Kama" (Maria Stypułkowska – Chojecka) sygnalizuje, że Franz Kutschera - Dowódca SS i Policji na dystrykt warszawski Generalnego Gubernatorstwa, wychodzi z domu w al. Róż 2. Rozpoczęła się akcja batalionu Parasol AK. Samochód Kutschery został zablokowany przez samochód kierowany przez "Misia" (Michał Issajewicz). Niemiec żądając ustąpienia drogi włączył żółty, środkowy reflektor używany przez hitlerowskich dygnitarzy. "Miś" zatrzymał wóz na nieprawidłowym pasie i w chwili, gdy Niemiec usiłował go wyminąć, ruszył blokując ponownie samochód generała.
Do zatrzymanego wozu podbiegli "Lot" (Bronisław Pietraszewicz) i "Kruszynka" (Zdzisław Poradzki). Otworzyli ogień do Kutschery. Ten osunął się ranny na siedzenie. Równocześnie na stanowiska wbiegł cały zespół ubezpieczający, a stojące na ulicy Chopina samochody "Sokoła" i "Bruna" cofnęły się do rogu Alei Ujazdowskich. Kutschera ruszał się jeszcze – dobił go "Miś", który wyskoczył już ze swego wozu i strzałami z pistoletów wspierał akcję. Bilans zamachu na Kutscherę dla żołnierzy „Parasola” był tragiczny. Zginęli: "Lot", "Cichy" (Marian Senger), "Sokół"(Kazimierz Sott) i "Juno" (Zbigniew Gęsicki).


  Właśnie minęła 68. rocznica od tego wydarzenia. Dlaczego, na tym blogu przypominamy tamte czasy? Powód jest prosty, Jednostka Wojskowa Komandosów z Lublińca jest kontynuatorem tradycji Batalionu Armii Krajowej „Parasol”. A zamach na Kutscherę to jeden z najbardziej spektakularnych akcji tego zgrupowania. Komandosi przywiązują  dużą rolę do tradycji. Rocznice i ważne dla historii jednostki wydarzenia są zawsze kultywowane. W sali tradycji w Lublińcu są gromadzone zdjęcia i pamiątki. Przypominają dzieje dawnej  chwały polskiego oręża, której żaden z żołnierzy Jednostki Wojskowej Komandosów pamiętać nie może, ale też te współczesne, w których sami nie tak dawno uczestniczyli lub też są wciąż żywe w pamięci starszych żołnierzy jednostki- Bałkany, Irak czy Afganistan.
Szabla z Iraku

Tradycje komandosów z Lublińca

Zawsze pamiętają o swoich kolegach, którzy oddali życie na służbie

Współpraca ze specjalsami z zaprzyjaźnionych armii przejawia się czasami w formie bardzo osobistych pamiątek  Dzenkue Bardzo.

Z pól bitewnych zbierają militaria, które świadczą o żołnierzach i ich żołnierskich losach

Pamiątki z Izraela, Afganistanu, Bałkanów, treningu w USA, Norwegii, Niemczech, Holandii...długo by wymieniać...

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.

    OdpowiedzUsuń