czwartek, 2 lutego 2012

JPEL zatrzymany, atak odparty...


  Terrorysta z listy najgroźniejszych przestępców w Afganistanie został zatrzymany. Operatorzy z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca wkroczyli niemalże bezszelestnie do kryjówki poszukiwanego terrorysty. Na miejscu doszło jednak do strzelaniny. Jeden z afgańskich policjantów, którzy wspomagali operację polskich „specjalsów”, został ranny. Udało się go pomyślnie ewakuować w bezpieczne miejsce. 
  Po chwili jednak, znowu doszło do wymiany ognia. Talibowie nie chcieli się tak łatwo poddać i ruszyli na odsiecz swojemu dowódcy. Oddział komandosów ostrzelano z moździerzy i broni maszynowej. Reakcja operatorów była natychmiastowa. Na atak odpowiedzieli atakiem. Kiedy okolica zrobiła się bezpieczna zatrzymany i skuty talib został przewieziony do polskiej bazy wojskowej. 
  Takie sceny dla komandosów w Afganistanie to niemalże rutyna. Ta jednak była wyjątkowa. 
  Powód? 

  Rozegrała się o świcie, przy trzaskającym ponad 20-sto stopniowym mrozie, na jednym z polskich poligonów wojskowych i była elementem tzw. certyfikacji czyli ostatniego egzaminu jaki przed wyjazdem na misję do Afganistanu musieli zdać komandosi z Lublińca. Poradzili sobie świetnie. Dodam, że w rolę talibów i afgańskich policjantów wcielili się żołnierze najmłodszej jednostki wojsk specjalnych – Agatu. 
Zatrzymanie JPEL -a (Joint Prioritized Effects List, czyli koalicyjna lista najbardziej poszukiwanych przestępców w Afganistanie) to nie jedyne zadanie, które musieli wykonać komandosi, by udowodnić, że są dobrze przygotowani do misji. W szyku bojowym wyruszyli pieszo na akcję. Po przejściu kilkuset metrów zostali zaatakowani przez wroga ukrywającego się między pagórkami. Przeciwników było kilkudziesięciu. Na szczęście w postaci podnoszących się co chwila w różnych miejscach blaszanych, strzelniczych tarcz. Komandosi nie wiedzieli zza którego wzgórza wyłoni wróg. Wszystkie zmysły musieli mieć więc skupione na obserwacji terenu. Podczas tego ćwiczenia ważna była umiejętność współdziałania w zespole, w określonym szyku i z zastosowaniem taktyki. Znowu atak został odparty.
  Widzieliśmy tylko jeden, choć przyznać trzeba najbardziej efektowny i dynamiczny element ćwiczenia. Wcześniej przez wiele dni było ono jednak przygotowywane i planowane, by wynik końcowy był tak dobry, jak widzieliśmy na poligonie. Dowódca i sztab do jego przeprowadzenie wykorzystali wszystkie najnowocześniejsze środki walki m.in. samoloty bezpilotowe, czy myśliwce F-16... ale o tym w następnej relacji.
Dziś już jednak wiadomo, że komandosi z Lublińca są przygotowani do wyjazdu na misję – zdali ostatni sprawdzian.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz